Msze pod Turbaczem należą do przyjemności... więc niech się proboszcz z Nowego Targu nie dziwi, że ksiądz vel. Mikołaj bije rekordy popularności wśród górali i ceprów. Kazanie było o brukselce a ksiądz krótko mówiąc "olał" episkopat jeśli chodzi o dzień Wniebowstąpienia... zresztą na tej wysokości już tylko góra sprawuje nad nami jurysdykcję ;-) .
Po mszy Ada się zagadała, ja przemarzłem, więc dopiero za kwadrans 13 byliśmy z powrotem po nasze manatki, pociąg do Kraka o 18:22 z Rabki a my idziemy do Rzek na krzywy ryj. Trasa wyliczona na 4 i pół godziny (błędnie bo potem okazało się że to 3:35 h). Najważniejsze, że jeszcze nas tam nie było więc warto przejść tą jedną z ostatnich partii Gorców. Idziemy zielonym szlakiem do Czoła Turbacza, po drodze zachaczamy o kaplicę papieską. Tam Karol Wojtyła odprawił pierwszą mszę twarzą do wiernych.
Następnie udajemy się żółtym szlakiem do Przełęczy Borek (1009 m) oraz ledwo wchodzimy na Polanę Pustak. Tam robimy dłuższy postój na kanapki. Szkoda, że zapomniałem dodać do nich roślinek co mają liście o smaku czosnku... zjadłem je później mimo protestów Ady i pewnie dlatego jestem zdrów. Z miejsca na posiłek widać: panoramę Tatr, Gorc, Buladnową Kapliczkę (jeden z symboli Gorców) na Jaworzynie Krynickiej (dosłownie naprzeciw) oraz Turbacz. Po tym postoju mijamy Kudłoń i przystajemy na chwilę na Gorcu Troszackim aby zerknąć ostatni raz na Tatry.
W kilkanaście minut później robimy kolejny krótki przystanek na Polanie Adamówka, z której rozciąga się przepiękny widok na Podskały.
Na dół do Rzek przez Jaworzynkę (1026 m) około 300 metrów w pionie a 1,5 km drogi. Jesteśmy na dole około 16:40 i kilka minut później podjeżdża PKS do Krakowa. Zmordowani ale szczęśliwi, że udało nam się pokonać szybko trasę decydujemy się na szybki powrót do Kraka. A w Kraku po uleczeniu ran spożywamy na ławce w "grilloprzestrzeni" AGHu piwko i słone orzeszki.

Wszystkie moje zdjęcia są tutaj. Natomiast zdjęcia Ady tutaj.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz