Pierwszym moim przystankiem na czerwonym szlaku były ruiny Strażnicy z XIII-XIV wieku koło Myślenic. Prócz zabytkowych cegieł zastałem tam sporo śmiecia... wygląda to na urocze miejsce do popicia piwka i rozpalenia ogniska ;) Miejsce na mapie nazywa się: Rezerwat Zamczysko nad Rabą... szkoda że to tylko nazwa.

Głównym celem tego dnia było sprawdzenie jak wygląda odbudowane przedwojenne obserwatorium astronomiczne na Lubomirze otwartego na jesieni 2007 roku. Aby się tam dostać z Myślenic trzeba było jednak przejść kilka ładnych kilometrów po uroczym lesie. Po drodze spotkałem niewiele ludzkości a z dzikich zwierząt wiewióra, sikorki, dzięcioła, wrony i zięby. Były również okazje do podziwania widoków na przedmieścia Krakowa oraz dolinę, w której leżą wioski Poręba i Trzemęśnia.

Na Kudłaczu krzyżuje się ze szlakiem czerwonym, szlak czarny. Można tam odsapnąć na terenie miłego Schroniska PTTK. Tutaj organizowane są rokrocznie spotkania miłośników astronomii, którzy w miłej atmosferze i przy czystym niebie podglądają cuda Wszechświata za pomocą swoich teleskopów.
Na Lubomirze zastałem "schron" w kolorze piaskowca i z dwiema białymi kopułami. Na tablicy znalazłem napis: "Miasteczko gwiezdne Lubomir". Nie wiem czy patron tego obserwatorium - prof. Tadeusz Banachiewicz - byłby zachwycony tym pomysłem. Możliwość zwiedzania obserwatorium jest zazwyczaj w trakcie weekendu jednak lepiej zadzwonić pod tel. 012 3739090 i umówić się na tą wizytę.

Następnym przystankiem miałobyć miasteczko Lubień, do którego miałem dotrzeć szlakiem żółtym. Po drodze przeszedłem przez przełęcz Weska gdzie jest kapliczka z figurą Świętego Bernarda. Na niej wyryte jest zdanie: "Bogu na chwałę, górom za urodę ludziom za przystanie".

Niestety w którymś miejscu zgubiłem szlak i zszedłem za bardzo na zachód. Znalazłem się w Pcimiu... a ponieważ dochodziła już późna godzina próbowałem złapać stopa do Tenczyna, z którego już blisko do wejścia na Luboń Wielki. Niestety sztuka jest ta niemal niemożliwa na Zakopiance, po prostu nie ma gdzie zjechać na pobocze. I tak w około dwie godziny przemierzyłem 8 kilometrów wśród tirów i osobówek zmierzających do Zakopca... a miało być tak miło. W Tenczynie złapałem busa dojeżdzającego około kilometra do Przełeczy Glisne. Szedłem ten kawałek drogi pomagając Pani przenieść rowerek dla jej wnusi.
Na polanie przed Luboniem Wielkim około godziny 19:30 dołączyłem do czekających na mnie osób, które wybrały przeprawę trasą czwartą (więcej o tej trasie napisze Ada). Podejście na Luboń było już ciężkie. Dzięki słodkim "wspomagaczom" z plecaka Ady udało mi się dotrzeć na sam szczyt. Na nim straszy przekaźnik telewizyjny a uroku dodaje przedwojenne schronisko. Tam wypiłem piwko z sokiem taniej niż w Warszawce i żurek z jajkiem oraz kiełbasą. Ada dostała marchewki w płynie oraz w postaci stałej. Potem już tylko zimny prysznic i błogi sen do siódmej rano. Na pięterku grzał nas piec kaflowy a o poranku obudziło czerwone Słońce i morze mgieł...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz